'); //-->
|
![]() |
![]() | ![]() |
| www.zso.pisz.pl/arch | |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Niecodzienny gość 10 marca br. odwiedził naszą szkołę nowy biskup Diecezji Ełckiej- ks. bp. Jerzy Mazur. Wizyta w naszym liceum była jednym z wielu punktów napiętego harmonogramu księdza biskupa, toteż Jego spotkanie z nami było bardzo krótkie. Krótkie, aczkolwiek owocne. Uczniowie, wraz z siostrą Teresą Drabanek i ks. Arkadiuszem Pietuszewskim, przygotowali krótką prezentację historii i działalności naszej szkoły. Wszak należało powiedzieć, iż "uczymy się w szkole z tradycjami". O swoich przedsięwzięciach opowiedzieli też piscy wolontariusze. Ich wysiłki bardzo ucieszyły księdza biskupa. Zwrócił się On do nas - uczniów i nauczycieli z krótką homilią i pobłogosławił nas. Trzeba przyznać, iż to błogosławieństwo jest szczególnie mocno potrzebne tegorocznym maturzystom. Dziękujemy więc za nie i mamy głęboką nadzieję, iż naprawdę wspomoże ono nasze majowe zmagania. Zjazd Absolwentów Witam serdecznie wszystkich czytelników "Fanzina";. Bardzo często do Was zaglądam i nie mogę się nadziwić, jak bardzo zmieniła się "moja"; szkoła, a przede wszystkim jej uczniowie-; tacy pełni inicjatywy, świadomi, ciekawi świata. Jednocześnie tacy sami, jacy my byliśmy 10 lat temu. Wiem, co mówię, bo mam siostrę w Waszym wieku. Marysia bardzo chciała chodzić do Waszego liceum, ale ma troszkę za daleko...za to jest wiernym czytelnikiem Fanzina. Właśnie w maju mija 10 lat od zdanej w Waszym liceum matury i z tej okazji wspólnie ze wspaniałym kolegą Arturem organizujemy ZJAZD ABSOLWENTÓW. Bardzo chcielibyśmy, aby przyjechali wszyscy, którzy skończyli szkołę w 1994 roku. Z wieloma przyjaciółmi, jak Arek, Ewa, Ania, Artur, Bartosz, Szymon spotykamy się często, natomiast wielu, np. Ewy Bazydło, nie widziałam od lat. Spotkanie odbędzie się w Piszu na początku czerwca, chodzi o klasę 4 a z 1994 roku, klasa mat-fiz. Wychowawczynią naszej klasy była pani Daniela Truszkowska. Proszę przyślijcie mi swoje adresy emaliowe, abym mogła powiadomić Was o terminie spotkania. Serdecznie pozdrawiam. BÓG HONOR OJCZYZNA W dniu wczorajszym tj. w środę 21 kwietnia odbyła się Akademia Szkolna pod hasłem „KWIECIEŃ MIESIąCEM PAMIECI NARODOWEJ” przygotowaną przez klasę 2C. Jak sama nazwa mówi była ona poświęcona ojczynie i patriotyzmowi. Uczniowie długo i starannie przygotowywali się do tego dnia – układając pod opieką pani Małgorzaty świerczewskiej w Piskiego Domu Kultury scenariusz oraz robiąc wiele prób w godzinach pozalekcyjnych. Cała akademia była wykonana w inny sposób niż poprzednie wyróżniając się swoją nietypową formą. Sprawiła, iż choć przez chwilę zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy Polakami i jak wielką rolę to odgrywa w naszym życiu – i o to właśnie chodziło, by poczuć się odpowiedzialnym za swoją ojczyznę, w której mieszkamy – w większości przypadków – od urodzenia.
Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród,
Do krwi ostatniej kropli z żył
Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz Udało nam się przeprowadzić krótki wywiad z grupą niemieckich uczniów z Lornsenschule. która odwiedziła naszą szkołą. Zarezerwowali dla nas trochę czasu między kolejnymi wyjazdami i odpowiedzieli na parę pytań . Magda i Paulina: Co do tej pory zwiedziliście? Grupa: Byliśmy w bardzo wielu miejscach między innymi w świętej Lipce, Krutyni, Gierłoży, Mikołajkach. Magda i Paulina: Co zapamiętacie z tych wycieczek? G: hm.....było wiele fantastycznych miejsc. Nie jesteśmy w stanie wybrać jednego szczególnego. Na pewno widzieliśmy przepiękne krajobrazy i dzikie zwierzęta. M.P.: Jakie było wasze pierwsze wrażanie po przekroczeniu granicy? G: Spodziewaliśmy się wielu rzeczy ,w końcu jak o każdym kraju krążą różne stereotypy. Polska jest naprawdę ciekawym krajem. Obok siebie można zobaczyć wiele przeciwności np. zniszczone budynki a po przeciwnej stronie drogi -nowe ,wspaniałe i nowoczesne. W przeciwieństwie do Niemiec po Polsce jedzi dużo starych samochodów. Natomiast byliśmy naprawdę mile zaskoczeni faktem iż przy ulicach, autostradach jest wiele zieleni ,drzew co jest rzadkością u nas. M.P.: Czy znacie jakieś polskie słowa? Tak (śmiech): lewa, prawa, dziękuje, przepraszam i .....piwo M.P.: A co myślicie o polskim jedzeniu? Jest po prostu inne .Różni się bardzo od niemieckiego, jest dosyć tłuste. Byliśmy niezwykle zdziwieni kiedy na śniadanie podano nam ryby a na obiad zupę. U nas nie jemy takich rzeczy. Jednak mimo to jedzenie było naprawdę dobre, każdy z nas znalazł sobie jakąś potrawę która szczególnie przypadła mu do gustu. M.P.: Czy polska młodzież bardzo różni się od niemieckiej? Tak pod wieloma względami. Na pewno je dużo mniej słodyczy, ma inny sposób bycia i inne nawyki. M.P.: A co możecie powiedzieć na temat systemu nauczania w końcu spędziliście kilka godzin na lekcjach w polskiej szkole. G: Na pewno nauczyciele są dużo surowsi. Inne są też lekcje- u was to nauczyciel prowadzi lekcje, dużo mówi ,dyktuje i zadaje. Natomiast w naszej szkole stawia się na pracę zespołową- uczniowie pracują w grupach, piszą referaty i prowadzą lekcje. Program jaki macie z chemii, biologii i matematyki my mieliśmy jakieś 2-3 lata wcześniej. M.P.: Jakie wrażenie zrobiła na was nasza szkoła i uczniowie? Dziewczyny są naprawdę piękne. Macie bardzo kolorowe klasy, czasem pomalowane na dość „odważne” kolory. Jest też inny rozkład przerw. M.P.:A co sądzicie o Polakach? G; Na pewno jesteście niezwykle gościnni, dbacie bardzo o gości. Natomiast bardzo wielu Polaków nie lubi Niemców. Da się to odczuć wszędzie – gdy tylko rozmawialiśmy gdzieś w miejscu publicznym po niemiecku ludzie patrzyli na nas wrogo prawie z nienawiścią. M.P.: Czy istnieje u was Samorząd Uczniowski? G: Tak ,oczywiście. Uczniowie którzy są w nim biorą udział w fachowych konferencjach organizowanych przez nauczycieli. Organizują różnego rodzaju imprezy sportowe a także zajmują się nowymi uczniami. Nie ma natomiast u nas w szkole żadnego rodzaju dyskotek. Organizowany jest raz na trzy lata wielki bal dla uczniów. M.P.: Jakich języków obcych uczucie się? Podstawowym językiem jest angielski. Dodatkowo można uczyć się rosyjskiego, hiszpańskiego, francuskiego lub łaciny. M.P.: Jak to jest ze znajomością języków obcych przez Polaków W Piszu szczerze mówiąc rzadko kiedy trafialiśmy na ludzi mówiących po niemiecku, angielsku czy francusku. Zazwyczaj chodziliśmy do mniejszych sklepów i pokazywaliśmy ręką to co chcemy kupić. M.P.: Co robicie w wolnych chwilach G: oglądamy TV, żeglujemy, spotykamy się ze znajomymi, niektórzy z nas pracują. W Niemczech każda osoba która ukończyła 16 lat może podjąć pracę np. w jakimś większym supermarkecie albo jako dostawca pizzy. M.P.: Serdecznie dziękujemy za wywiad. G. My także. Mamy nadzieje ,że kiedyś jeszcze przyjedziemy do Polski.
Witamy po wakacjach w nowym roku szkolnym 2004/05 Po wakacyjnej przerwie, znów z entuzjazmem przestąpiliśmy ukochane szkolne progi. Miejmy nadzieję, że nadchodzący rok nauki będzie równie, a nawet bardziej, udany niż ubiegły. Życzymy powodzenia!!!
Witajcie po wakacjach! Witajcie! Cóż...i oto powstaje kolejna powitalna notka...powód oczywiście znacie. Skończyła się sielanka, swoboda (dozwolona od lat 18) i spanie do południa. Dwumiesięczy relaks zastępuje nam wstawanie z kurami, zarywanie nocy i wkuwanie różnych informacji wziętych prosto z księżyca...i stres przed kolejną ocenką. Z tejże okazji pragnę Was trochę wesprzeć (przynajmniej dobrym słowem) i serdecznie powitać w Nowym Roku Szkolnym 2004/2005. Szczególnie witam nowo przybyłych uczniów. Cóż pierwszaki, jesteście w "Starym Ogólniaku", z którego nie ma ucieczki. Napewno starsi koledzy opowiadali Wam straszne historie o LO. Chyba jednak po tych dwóch tygodniach zdążyliście się przekonać, że szkoła to nie jaskinia smoka, a profesorowie to nie potwory ziejące ogniem za każdą złą odpowied? Spokojnie...co najwyżej zamykają tu w lochach :). No ale żarty na bok. W sumie (w różnicy również) jest tu całkiem miło, no...dla Was miło zaczęło być gdy niewyżyci drugoklasiści przestali ganiać z markerami dając Wam autografy na coraz to innych partiach ciała. Wybaczcie nam, taka nasza rola i w dodatku czujemy się pomijani i niedoceniani, gdyż naszą sławę przyćmiewacie Wy i oczywiście biedni Maturzyści, którzy w roku 2005 staną oko w oko z nową Maturą. Jak wyjdą z tej potyczki dowiemy się już za kilka miesięcy. Miejmy nadzieję, że wypadną dobrze i nie przyniosą szkole wstydu, bo dopiero nie będą mieli życia ;) Wypada mi już kończyć, bo tak jak długich pożegnań nikt nie lubi jeszcze dłuższych przywitań. Jeszcze raz życzę Wam udanego roku szkolnego, i nie martwcie się, do wakacji jeszcze jakieś 255 dni (+/- święta, weekendy i ferie :)), zobaczycie zleci szybciej nim się obejrzymy. Piski Bieg Ekologiczny Dnia 17 września 2004 odbył się I Piski Bieg Ekologiczny. Trasa wynosiła około 1500 metrów (chociaż tak szczerze nikt nie pofatygował się ze zmierzeniem) i składała się z trzech odcinków : asfaltu, żużlówki oraz drogi piaskowej. Bieg odbył się z małym opónieniem, jednakże o godzinie 12.11 zawodnicy wystartowali. Oczywiście na imprezie nie mogło zabraknąć uczniów naszego Liceum. Udział w imprezie wzięli : Magda Zielińska, Agata Nowak, Anna Bagińska, Ewelina Łzarczyk, Maciek Romankiewicz, Jakub Knyżewski, Piotr Lachowicz, Marek Makarewicz, Mateusz Rumiński. Nasi chłopcy pokazali klase i zgarnęli kolejno pięć pierwszych miejsc : I. Maciek Romankiewicz II. Mateusz Rumński III. Kuba Knyżewski IV. Marek Makarewicz V. Piotr Lachowicz Dziewczętom poszło słabiej, gdyż żadna nie stanęła na podium, ale możemy poszczycić się VI miejscem, które zajęła Anna Bagińska. Wszystkim uczestnikom serdecznie gratulujemy, szczególnie „szybkiej piątce”. Wywiad z "pierwszakami" Szkolne życie toczy się pełną parą. Niedawno pierwszoklasiści „chowali się po kątach” a teraz dumnie chodzą po korytarzach. Postanowiłam zadać im kilka pytań odnośnie jak się czują w naszej szkole. 1. Jak wyobrażaliście sobie naszą szkolę i czy rzeczywiście taka jest? Edyta z I f - Wyobrażałam sobie te LO jako przyjazną szkołę, w której panują przyjazne stosunki między uczniem, a nauczycielem. I przekonałam się, że faktycznie tak jest. Magda z I c - Wiedziałam, że nauczyciele dużo wymagają i teraz widzę, ze to się sprawdza. Paulina z I b - Już, gdy po raz pierwszy do niej przyszłam, przy składaniu podań, poczułam, że klimat tej szkoły jest ok. i może mi się spodobać. No i nie pomyliłam się, bo jak na razie jest dobrze, a przynajmniej na przerwach.. 2. Jakie są plusy, a jakie minusy naszego liceum? Marysia z I f - Jest dużo, ładnych łazienek, ładna czytelnia. Minusy to, że szkoła jest ponura, kolory ścian przygnębiające, nauczyciele bardzo wymagający. Uczeń z I c - Plus to wysoki poziom nauczania, a minus to za wąskie korytarze. Mariusz z I d - Są wygodne fotele, na których można sobie odpocząć po ciężkich lekcjach, minusów to jak do tej pory nie zauważyłem. 3. Co sądzicie o swoich nowych klasach? Czy szybko zadomowiliście się w nich? Paulina z I b - Już od pierwszego dnia skumałam się z takim „pajacykiem” jak ja z Ewelcią i do tej pory trzymamy się razem. Reszta klasy też jest spoko. Jak na razie do nikogo nic nie mam. Są ok.! Uczeń z I c - Klasa jest wporządku, ale jeszcze potrzebuję trochę czasu, aby się „zadomowić”. Marysia z I f - Tak, bardzo lubię swoją nową klasę. 4. Tęsknicie za gimnazjum, starą klasą, nauczycielami? Uczeń z I c - No jasne! Marysia z I f - Ja tęsknię, w gimnazjum nauczyciele nie byli tacy wymagający, nie musieliśmy się tyle uczyć. Paulina z I b - Nie, nie, nie! Z nauczycielami nie można się było dogadać, klasa nie była zgrana i chciałam się stamtąd „wyrwać”, więc nie mam, do czego tęsknić. 5. Jak podoba Wam się „klimat” naszej szkoły? Edyta z I f - Klimat jest przyjazny, super ludzie. Magda z I c - Może być, jest nawet przyjemnie. Marysia z I f - Jest w porządku, nikt nikogo nie zaczepia, nie utrudnia mu życia. 6. A co byście w niej zmienili? Paulina z I b - Niektórzy nauczyciele zwracają uwagę na wygląd i tylko na jego podstawie oceniają uczniów. Uczeń z I c - Wszystko jest dobrze tylko te korytarze się za wąskie. Marysia z I f - Zmieniłabym muzykę, postawiła więcej ławek przy klasach. 7. Jakiego nauczyciela najbardziej polubiliście? Edyta z I f - Pani Profesor Horoś Mariusz z I d - Pana Profesora Andrzeja Lewandowskiego Paulina z I b - Pana Profesora Karwoskiego- wiadomo wychowawca i Pani Profesor Sęk Uczeń z I c - Pana Profesora Lothara Neumanna 8. Otrzęsiny pierwszaków już tuż, tuż… Boicie się wyzwań, jakie przygotowali dla Was drugoklasiści? Edyta z I f - Tak, ale mam nadzieje, że wszystko będzie dobrze. Magda z I c - Nie! Uczeń z I c - Tak się boje, że chyba nie przyjdę! Paulina z I b - Skądże znowu. Przeszłam to w gimnazjum i te w internacie, więc jeszcze jedne nie robią mi żadnej różnicy. Bardzo dziękuje za poświęcenie mi odrobinki czasu :). Życzę Wam sukcesów w nowej szkole i samych piątek!! ”Gra kobiet jest znacznie delikatniejsza” Wywiad z mgr Haliną Choroś, nauczycielką języka angielskiego w ZSO w Piszu, zwyciężczynią II otwartego Turnieju Tenisa Ziemnego: P.K.: Pani profesor, jak długo gra Pani w tenisa? H.Ch.: Mniej więcej od rozpoczęcia studiów. P.K.: Czy brała Pani udział w zeszłorocznych zawodach? H.Ch.: Nie. P.K.: Dlaczego? H.Ch.: Ponieważ nie do końca wierzyłam w swoje możliwości. P.K.: Jednak w tym roku zajęła Pani pierwsze miejsce wśród kobiet. Czy uważa Pani, że nie było się czego bać i poziom nie był taki wysoki? H.Ch.: Och nie. Poziom (zwłaszcza wśród panów), był wysoki i to bardzo. Ale jak wiadomo gra kobiet jest znacznie delikatniejsza i konkurencja aż tak straszna nie była. P.K.: Czy przygotowywała się Pani w specjalny sposób? H.Ch.: Starałam się trenować tak często jak tylko było to możliwe. P.K.: Czy kiedykolwiek miała Pani przyjemność grania z prof. Mariuszem Górskim? H.Ch.: Tak. Mariusz Górski jest moim partnerem w sparingach. P.K.: Czy impreza odbywała się w atmosferze przyjacielskiej czy może czuć było tylko chęć rywalizacji i zwycięstwa. H.Ch.: Zwycięstwa pragnie każdy, jednak nie wyczuwało się wrogości. Atmosfera była bardzo przyjacielska. P.K.: Dziękuje bardzo za rozmowę i jeszcze raz gratulacje i powodzenia w następnych zawodach. H.Ch.: Ja również dziękuję. Koncert z okazji Mikołajek 7 grudnia na szkolnej auli odbył się koncert z okazji Mikołajek. Na scenie zaprezentowały się dwa zespoły. W skład "Second Side" wchodzili: Joel (śpiew, gitara elektryczna), Rumba (perkusja), Gałgoś (gitara basowa), Jancur (gitara elektryczna). W "Morning Rise" grali: Tomek (śpiew), Mundek (perkusja), Morus (gitara elektryczna), Młody Furman (gitara basowa), Eddie (gitara elektryczna).
Zbiórka pieniędzy na rzecz WOśP Dnia 10 stycznia br. odbyła się zbiórka pieniążków na rzecz Wielkiej Orkiestry świątecznej Pomocy. Pieniądze te pomogą chorym dzieciom, zarówno w Polsce jak i ofiarom tsunami w Azji. !!Serdecznie dziękujemy!! Bal karnawałowy dla osób niepełnosprawnych i ich rodzin 6 lutego w auli Zespołu Szkół Ogólnokształcących (starego ogólniaka) odbył się Bal karnawałowy dla osób niepełnosprawnych i ich rodzin. Mimo kilkunastostopniowego mrozu goście nie zawiedli i sprawili, że na auli panowała wyjątkowo ciepła atmosfera. Wśród organizatorów była p. Krystyna Bochenek, która wraz z grupą dziewcząt dbała o to, aby wszyscy dobrze się bawili. Przygotowała występy dziewcząt, a potem prowadziła zabawę taneczną, organizując również konkursy nagradzane słodkościami. Po tak wyczerpującej zabawie można było odpocząć i nabrać sił przy słodko zastawionych kolorowych stołach. Po krótkie przerwie p. Krystyna zaprosiła do nowej zabawy i konkursów. Pomagał jej zespół muzyczny „Debiut”, który również wesoło bawił się z gośćmi. Dzięki nim taneczny nastrój panował wśród dorosłych i dzieci. Rodzice bardzo ciepło i serdecznie dziękowali p. Janinie Chróścielewskiej – organizatorce balu, za tę imprezę i za jej pracę w Wolontariacie. To dzięki Niej pracuje Zespół Piskich Wolontariuszy i po raz kolejny odbyła się taka impreza. Ten bal mógł się odbyć również dzięki wspólnej pracy: pracowników internatu – wychowawczyń i pracowników kuchni oraz pracowników i młodzieży ZSO. Na koniec wszyscy życzyli sobie jeszcze wielu takich imprez. ![]() ![]() ![]()
Studniówka 2005 Tak, tak drodzy trzecioklasiści nadeszła „ta” pora, kiedy trzeba sobie powiedzieć „zostało mi tylko 100 dni by: nauczyć się XX wieków z historii, 9339390 stron z biologii i zrobić prezentację z języka polskiego, która zrobi dobre wrażenie na komisji”. Jednak zanim się do tego zabierzecie trzeba innym opowiedzieć jak bawiliśmy się na studniówce. „Polonez dance mix” tak można było by nazwać tradycyjny studniówkowy taniec. Wszystkie pary, które miały nas reprezentować podczas poloneza były zapewne zaskoczone, gdy usłyszały przyśpieszoną wersję utworu. Jednak osobniki płci żeńskiej jak i męskiej próbowały trzymać fason uśmiechając się nerwowo, przydeptując od czasu do czasu sukienki i potykając się o swoje nogi. Gdy zakończył się ten „bieg na 1000 metrów” wygłodniali udaliśmy się na małe, co nieco. Oczywiście jak od niepamiętnych lat przywitano nas „schaboszczakiem” w niebywale chrupiącej i grubej panierce (a może to była sama panierka?) i frytkami. Potem oczywiście odbyły się sesje zdjęciowe – stadne, mnogie, pojedyncze, parami, samotnie i jeszcze w wielu innych opcjach. Jednak, gdy tylko rozbrzmiały pierwsze takty muzyki na parkiecie zrobiło się tłoczno i gorąco. Bawiliśmy się przy wszystkich znanych i mniej znanych przebojach i każdy śpiewał … czasem lepiej lub trochę gorzej. Wszędzie kręcili się „paparazzi”, którzy uwieczniali nasze poczynania: śpiewy, tańce, dziwne i tajemnicze ruchy pod stołami itd. Co chwila pojawiały się nowe potrawy – szaszłyki, kurczaki i paszteciki (mi najbardziej smakowały kuleczki ziemniaczane które, po zjedzeniu swojej porcji wyjadałam z talerza kolegi). Mimo, iż niektóre potrawy wydawały się według mnie „nie-do-zjedzenia” to po relacjach znajomych okazało się, że byłam w błędzie - jajka z majonezem „były genialne”, ale paszteciki to mamy robią lepsze. Myślę, że bal ten na długo utkwi mi w pamięci. Nie tylko ze względu na swój wyjątkowy charakter, ale również dlatego iż uświadomił mi, że mimo eleganckich drogich ubrań, mocnego makijażu i głośnego zachowywania, nadal wiele nam brakuje by móc się uważać za dorosłych, bo picie „procentów” nie czyni nas takimi… Pismo z podziękowaniem od posła Tadeusza Iwińskiego Pismo z podziękowaniem od posła Tadeusza Iwińskiego
Wywiad z przewodniczącą Prawie 180 cm wzrostu, szalone pomysły, uśmiech na twarzy i ciężkie buty na nogach, które w trudnych chwilach przypominają, że stąpa twardo po ziemi... Dziś trochę o nowej przewodniczącej Samorządu Uczniowskiego. Paulina Szumowska: Dlaczego zdecydowałaś się kandydować do SU? Anna Sikora: Hmm..., to nie było zamierzone. Pewnego dnia moja dobra koleżanka (która teraz również jest w SU) powiedziała mi o naborze do Samorządu. Zdecydowałyśmy się wziąć w nim udział. P.Sz.: Czy masz jakieś obawy związane ze swoją działalnością? A.S.: Obawiam się, że nie będziemy mogli zorganizować wszystkiego, co byśmy chcieli i to wpłynie na ocenę naszej pracy. P.Sz.: A nadzieje? A.S.: SU to jakiś sposób realizacji spraw, które chciałoby się wprowadzić lub zmienić w codziennym życiu szkoły, to coś w rodzaju "a gdybym ja była w samorządzie to bym zrobiła to i tamto". P.Sz.: Czy działałaś już wcześniej w samorządzie szkolnym lub uczniowskim? A.S.: Oczywiście. Wybierana byłam w poprzednich szkołach na przewodniczącą klasy oraz pełniłam funkcję zastępcy przewodniczącego w SU przez 3 lata. Jest to pewne doświadczenie, ale ja nie chcę bazować na jakiś schematach. Ciągle zmieniają się współpracownicy i to z nimi wyrabiam nowe metody. P.Sz.: Czy teraz, gdy jesteś przewodniczącą coś się zmieniło w Twoim życiu np. podejście nauczycieli do Twojej osoby, albo stosunek znajomych lub uczniów ze szkoły? A.S.: Nauczyłam się tego dawno "nigdy nie zadowolisz wszystkich". Nie zawsze można spotkać się ze zrozumieniem ze strony nauczycieli. Dlatego, że nie wszystko da się zrobić na przerwach, ale ogólnie stosunek do mnie nie zmienił się. P.Sz.: Co chciałabyś zmienić w szkole? A.S.: Przede wszystkim wygląd zewnętrzny jak i wewnętrzny budynku. Wiem jednak, że brakuje na to pieniędzy a i sponsorów bardzo trudno znaleć. Również niektóre metody nauczania, ale to jak chyba każdy uczeń. P.Sz.: Jakie są Twoje plany na przyszłość? A.S.: Nie mam jeszcze sprecyzowanych planów a jedynie zarysy tego co chciałabym robić .O moich planach wiedzą najbliżsi i niech tak pozostanie ... by nie zapeszyć . P.Sz.: I oczywiście tradycyjnie trzy życzenia do spełnienia przez złotą rybkę. A.S.: Na razie jedno życzenie: chciałabym mieć szczęście we wszystkim, dwa następne pozostawiam sobie na przysłowiową "czarną godzinę". P.Sz.: Pozostaje mi jedynie życzyć powodzenia Ance w swoim imieniu i imieniu całej szkoły. Serdecznie dziękuje. A.S.: Ja również. Jestem na stypendium w Niemczech W bieżącym roku jestem na stypendium naukowym w Niemczech, które zostało ufundowane przez władze partnerskiego powiatu Schleswig - Flensburg. Moim głównym celem jest poprawienie umiejętności posługiwania się językiem niemieckim. Nie ukrywam, że to również doskonała okazja, by zwiedzić Niemcy.   O korzyściach płynących ze znajomości języków obcych nie trzeba obecnie nikogo przekonywać. Jest ona jednym z najcenniejszych atutów we współczesnym świecie. Szczególnie w naszym kraju, aspirującym do integracji z Unią Europejską umiejętności językowe są nieodzowne w karierze w karierze zawodowej, nauce czy też w życiu prywatnym.   Wbrew opiniom niektórych, sądzimy, że nauka języka obcego nie musi być wcale nie musi być trudnym i mozolnym zajęciem. Wiem natomiast, że nie każda metoda przynosi spodziewane rezultaty. Według mnie najlepiej jest połączyć naukę jeżyka z poznaniem nowego kraju i jego kultury. Jakby nie było, to właśnie język jest integralną częścią kultury danej społeczności, tak więc jakakolwiek nauka języka bez znajomości kultury jest nie tylko trudna, ale również mało interesująca.   W Niemczech uczę się w 11 klasie szkoły im. Klausa Harmsa w Kappeln (Klaus-Harmus-Schule). Dzięki niezwykle sympatycznej, międzynarodowej atmosferze szkoły oraz doświadczonej i pomocnej kadrze nauczycielskiej pobyt okazuje się być bardzo pożyteczny i przyjemny. Szkoła posiada nowocześnie urządzone sale lekcyjne, bibliotekę, laboratoria komputerowe, dwie sale gimnastyczne, stadion lekkoatletyczny, boiska sportowe, a także kawiarnie. Ponadto szkoła oferuje interesujący program zajęć w czasie wolnym, w którym chętnie uczestniczę, np. kółko teatralne, nauka języka hiszpańskiego, strzelectwo sportowe, a także gra w golfa w miejscowym klubie. Mam również możliwość jazdy konnej u mojej rodziny goszczącej, która zajmuje się hodowlą koni. Rodzina ta jest bardzo miła, organizuje mi wiele wycieczek.   Trudno opisać wszystko to, co doświadczyłem podczas pierwszego semestru nauki w szkole niemieckiej, ale postaram się wymienić to, co szczególnie utkwiło mi w pamięci: zwiedzanie wszystkich najważniejszych miast regionu, np. Flensburg, Schleswig, Kiel, Lűbeck, Bremen, Hamburg, Rostock, Hannover i wiele innych, a także wyspy na Morzu Północnym: Sylt, Föhr itp. Uczestniczyłem również w wielu interesujących wycieczkach, m.in. lot helikopterem z żołnierzami NATO nad Hamburgiem, zwiedzanie Muzeum Astronomicznego w Bremen oraz udział w koncertach muzycznych w Hamburgu i Kiel.   Po zajęciach szkolnych uczestniczyłem w kursach języka niemieckiego we Flensburgu. Mam też za sobą zdobycie międzynarodowego certyfikatu językowego.   Bardzo podoba mi się praca w międzynarodowym towarzystwie. Współpracując z ludmi z wielu krajów (tutaj są z ponad 20), można się wiele nauczyć, poznać inną kulturę, nie tylko niemiecką. Poza tym podoba mi się to, że wiele zajęć odbywa się w małych grupach. Mamy bowiem nie tylko wykłady, jest wiele ćwiczeń i konwersatoriów. Wymiana poglądów podczas zajęć w takiej formie jest często bardzo interesująca. Już podczas kursu miałem możliwość przekonania się jak szybko podnoszą się moje kwalifikacje językowe, które były regularnie weryfikowane na próbnych testach przeprowadzanych w szkole.   W moim przypadku dodatkową atrakcją była możliwość poznania wielu bardzo sympatycznych i życzliwych osób z całego świata z którymi utrzymuję kontakt poprzez Internet.   W Niemczech nawiązałem także wiele kontaktów z organizacjami niemieckimi dla których regularnie przygotowywuję referaty. Mam też w planach zorganizowanie małej konferencji z okazji wejścia Polski do Unii Europejskiej.   Wszystkie te doświadczenia, to nie tylko perspektywy ekscytującego roku w moim życiu, ale także inwestycja, która póniej na pewno zaprocentuje. W przyszłości zamierzam podjąć studia prawnicze na jednym z niemieckich uniwersytetów.   Mój dotychczasowy pobyt układa się bardzo dobrze. Cieszę się, że zdecydowałem się pojechać do Niemiec. Szkoła w Niemczech i w Polsce Zapewne są rożne systemy szkolnictwa, a jednak my uczniowie na całym świecie uczymy się matematyki, fizyki chemii czy geografii, ale czy tak naprawdę matematyka, fizyka lub inne przedmioty wyglądają tak samo. Czy uczymy się wszędzie tego samego? Czy jesteśmy na tym samym etapie rozwoju co nasi rówieśnicy w innych krajach? Na to ostatnie pytanie trudno jest udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Od ponad sześciu tygodni uczęszczam do niemieckiej szkoły im. Kurta Tucholskiego (Kurt-Tucholsky-Schule) we Flensburgu. Szkoła ta utrzymuje kontakty partnerskie z ZSO w Piszu, jak i innymi szkołami na całym świecie. Nie jestem tu jedynym uczniem-obcokrajowcem. Oprócz mnie w tym roku są tu także cztery Norweżki i jeden Amerykanin. Rozmawiamy o naszych krajach, społeczeństwach, szkołach jak i wymieniamy się spostrzeżeniami na temat szkoły tu - w Niemczech. Dzięki temu mam możliwość dowiedzieć się nie tylko jak wygląda szkoła i życie codzienne w Niemczech, ale także w wielu innych krajach. Jednocześnie mogę opowiadać o naszym pięknym kraju i obalać wiele stereotypów. Skończyły się już czasy podziałów, teraz żyjemy we wspólnej, zjednoczonej Europie. świat należy do nas i możemy zrobić wszystko, co tylko chcemy. Wystarczy tylko w to uwierzyć i dążyć wytrwale do celu. Szkoła w Niemczech wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. Muszę zacząć od tego, że ostatnia – maturalna, trzynasta klasa w Niemczech odpowiada naszej trzeciej liceum. Do klasy jedenastej uczniowie uczą się podobnie jak u nas. Tu nauczyciele nie odpytują na lekcjach tak jak u nas. Większy nacisk kładzie się na pracę zespołową, ale jednocześnie od każdego oczekuje się współpracy. Od dwunastej klasy obowiązują natomiast kursy. Każdy wybiera sobie przedmioty, których chce się dalej uczyć i może to być zarówno muzyka, plastyka, sport, przedmioty ściśle czy humanistyczne. Nie jestem dokładnie pewien ile godzin trzeba mieć tygodniowo i ile przedmiotów, ale każdy uczeń wybiera je sobie biorąc pod uwagę przyszłość i swoje umiejętności, jak i to co lubi. Te zajęcia przypominają trochę studia. Jest także podział kursów na rozszerzone i podstawowe, i nie można mieć samych podstawowych. Obowiązuje też ciekawy system zaliczeń. Z każdego przedmiotu dwa lub raz w semestrze pisana jest klauzura. Klauzura to egzamin, który trwa dla kursu rozszerzonego 5 godzin lekcyjnych, a dla podstawowego 3 godziny lekcyjne. Należy jeszcze doliczyć wszystkie przerwy. Do tej pory pisałem jedną klauzurę, 5-godzinną z matematyki w dwunastej klasie, ale wyników jeszcze nie znam. Ale co ciekawe tutaj na wszelkich testach, czy kluzurach można używać kalkulatorów (liczących praktycznie wszystko), czy też zaglądać do książek ze wzorami. To naprawdę ułatwia życie i może dlatego też zasadnicza różnica, która wyróżnia nas uczniów polskich spośród niemieckich, norweskich czy amerykańskich uczniów jest to, iż oni nie ściągają. Nikt nawet o tym nie myśli. Jeśli ktoś czegoś nie wie to po prostu nie pisze. U nas jest troszeczkę inaczej, tak jak z resztą z opuszczaniem zajęć lekcyjnych. Tu uczniowie nie uciekają, gdyż potem mogę mieć w domu wizytę policjantów. Inna ciekawostka jest to, że tutaj można pisać maturę nawet z wychowania fizycznego. Na tych zajęciach wykładana jest także teoria i są sprawdziany jak z każdego innego przedmiotu. Myślę, że gdyby u nas była taka możliwość zdawania matury z WF-u wielu z nas by z niej chętnie skorzystało. W szkole uczę się wielu nowych rzeczy, np. na geografii uczymy się o globalizacji, a z matematyki o wielu rzeczach dowiedziałem się po raz pierwszy. Program w szkole niemieckiej jest zupełnie inny niż u nas. Trudno jest mi to wytłumaczyć, mimo, że jestem tutaj i uczęszczam do szkoły. Na pewno nie jest tak samo jak u nas, chociaż przedmioty nazywają się tak samo: matematyka, fizyka, geografia. Podoba mi się tu jak rozwiązywane są co niektóre sprawy. U nas, w Polsce, rozwiązania nie są adekwatne do potrzeb, z którymi spotykamy się na co dzień. Do niektórych spraw po prostu u nas przywiązywana jest zbyt duża uwaga, a to jest zupełnie niepotrzebne. Na koniec chciałbym przekazać pewną radę czytelnikom - uczcie się języków, przede wszystkim po to, aby móc się dogadać z innymi ludmi.
Michal Bąk (pierwszy rząd, 3 z lewej) i Krzysztof Borkowski (4 z lewej) składają wizytę prezydentowi powiatu J.Petersenowi i staroście J.D.Kamischke w towarzystwie zastępczych rodziców i nauczyciela (fot.arch.). Moja podróż sentymentalna! Lat temu 32 opuściłam mury tej szkoły! Ten list to moja podróż sentymentalna, na którą długo nie mogłam się zdobyć. Nie dlatego, że bronię się przed wspomnieniami, nie. Dlatego, że tak naprawdę to nikt nie wie co napisać (powiedzieć) po tak wielu latach. Chyba już wiem, trzeba się pochwalić, żeby moja stara szkoła była dumna ze swojej absolwentki! Pobierałam edukację w Liceum Ekonomicznym. Dyrektorem był wtedy pan Marian Kanarek, jego żona uczyła mnie języka polskiego. Moją wychowawczynią była Danuta Szopińska, nauczycielka języka rosyjskiego. W 1972 roku zdałam maturę i zostałam bez egzaminów wstępnych typowana na wybrane przeze mnie studia. Wybrałam polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, którą ukończyłam w 1977 roku. Pracę zaproponowano mi już podczas praktyki zawodowej. Do dziś jestem nauczycielką, a od września wicedyrektorem szkoły. Pracowałam w sumie w trzech szkołach, ale jak dotąd najdłużej w liceum ogólnokształcącym. To tam przez 10 lat byłam sekretarzem redakcji gazetki szkolnej, to tam sprawowałam opiekę nad samorządem uczniowskim. To tam osiągnęłam prawie wszystko, co liczy się w moim życiu zawodowym. Przeczytałam, co dotąd napisałam i jestem przerażona! Jakie to drętwe i suche, pozbawione serca i ducha! Drażniąca pychą wyliczanka! Dość!!! Nie ucieknę przed wspomnieniami, już nie będę się przed nimi bronić. Nawet gdybym miała się popłakać. Na przykład wspominając lekcje języka rosyjskiego, na których pani Szopińska wsłuchiwała się niebywale w naszą wymowę, lekcje geografii z (panem .... nie pamiętam nazwiska!), który chodził przygarbiony po klasie trzymając za plecami wskanik do mapy (Janusz Grabowski – przyt. red.), lekcji ekonomiki z panią Eifler, która robiła co mogła by nauczyć nas prawdziwej ekonomiki. Pamiętam prawie wszystkie lekcje języka polskiego, zwłaszcza tę, która zdecydowała o tym, że jestem polonistką. Pamiętam, jak na studniówce wygłosiłam jednym tchem mowę w imieniu wszystkich uczniów, jak dobrze potem bawiłam się z kolegą z klasy, w którym kochałam się od dawna. Jak.... Życzę wszystkim wielu wspomnień! Załączam zdjęcia z mojej studniówki, na jednym w pierwszej parze moja wychowawczyni, ja w drugiej, na drugim ta w okularach to ja. Warszawa, 11 listopada 2004 r. ![]() Bal studniówkowy ![]() Bal studniówkowy Z partnerską wizytą w Niemczech 17 padziernika – na ten dzień 14 obecnych drugoklasistów z Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Piszu (Małgorzata Muras, Marta Chmielewska, Dorota Chrostowska, Anna Pisiak, Olga Wiszowata, Katarzyna Lewandowska, Igor Prusinowski, Aleksander Borowski, Aleksandra Jackiewicz, Jakub Knyżewski, Justyna Lemańska, Izabela Łysoń, Milena Malczyk i Karolina Rostek) wraz z dwójką opiekunów (mgr Anna Laudańska-Zając i mgr Wojciech Sołowiński) czekało od dawna. W te piękne niedzielne przedpołudnie rozpoczęła się nasza wyprawa do Niemiec. Dla części z nas było to nowe doświadczenie, nowe miejsca, nowi ludzi i pierwsza poważna próba przekonania się, na jakim poziomie jest nasz język niemiecki, gdyż po przekroczeniu granicy zdani byliśmy tylko na swoje umiejętności. Po ponad 20-godzinnej jedzie autokarem dotarliśmy do Schleswiga – celu naszej podróży. Na miejscu czekały już nasze nowe rodziny, u których mieliśmy spędzić najbliższy tydzień. Po kilku minutach każdy rozjechał się w swoją stronę, do „swojego” domu. O jakichkolwiek próbach mówienia po polsku można było zapomnieć – tu nikt nie umiał powiedzieć w naszym języku nawet jednego słowa. Po południu zostaliśmy bardzo mile przywitani przez uczniów, nauczycieli oraz dyrektora w Lornsehnschule, w której odbył się koncert na cześć naszej grupy, młodzieży z Lęborka oraz z Estonii. Tak minął pierwszy dzień (poniedziałek) w Niemczech – pełen niepewności, strachu, dezorientacji. Ale tylko pierwszy! Z każdym kolejnym dniem było coraz lepiej! Ludzie, u których mieszkaliśmy okazali się bardzo sympatyczni i otwarci – w takiej atmosferze lody szybko zostały przełamane. Przez następne dni nasz harmonogram pobytu był bardzo napięty, gdyż czekało na nas dużo atrakcji i rozrywek. We wtorek zwiedzaliśmy miasto z ratuszem, gdzie odbyło się spotkanie z burmistrzem, który opowiadał nam o historii budynku, mieście oraz o kontaktach partnerskich Schleswiga z innymi miastami, m.in. z Piszem. Dalsze dni upłynęły na szkolnych rozgrywkach w unihokeja (udało nam się zdobyć 3. miejsce!), pracy nad projektem „Schleswig w latach 1945-1968-2004”, który swój finał miał w piątek na wystawie w auli szkoły, gdzie każda grupa (mieszana, polsko-niemiecka!) przedstawiła wyniki kilkudniowej pracy. W ciągu tych dni musieliśmy zbierać dużo informacji, dopytywać się i rozmawiać z obcymi ludmi – oczywiście po niemiecku. Nie było chyba le, bo każdy nas rozumiał, ale również i my nie mieliśmy większych problemów z rozmową. W czwartek wybraliśmy się na zwiedzanie Hamburga, które poprzedził bardzo emocjonujący rejs statkiem po Łabie. Póniej udaliśmy się do ratusza a następnie do muzeum, gdzie wystawiono zminiaturyzowane miasteczka z koleją. A w kinie, znajdującym się na 3. piętrze muzeum, można było zobaczyć jak to wszystko powstawało krok po kroku. W sobotę udaliśmy się nad Morze Północne. Wycieczka była udana, pomimo silnego wiatru i typowego nadmorskiego klimatu. Chętnych do robienia zdjęć nie brakowało, tym bardziej, że trafiliśmy na odpływ. W dniu wyjazdu mieliśmy jeszcze okazję trafić do muzeum „Schlos”. Poza oglądaniem eksponatów mogliśmy na chwilę poczuć się jak malarze tworząc własne prace. W tym celu udostępnione nam zostały bloki, ołówki, węgle oraz farby. Swoje dzieła mogliśmy zabezpieczyć i zabrać ze sobą do domu. W godzinach popołudniowych, gdy nieubłaganie zbliżał się koniec naszego pobytu, na twarzach całej 14-stki malował się smutek. Nikt z nas nie spodziewał się, że tak miło spędzimy tu czas i poznamy tak sympatycznych ludzi. Teraz z niecierpliwością czekamy na przyjazd naszych niemieckich przyjaciół w maju.
Koncert powitalny uczniów Lornsehnschule
Zwiedzanie wioski rybackiej przy Schleswigu
Odebranie dyplomu za zajęcie III miejsca w unihokeju
W Hamburgu tuż przed wejściem na prom
Nad Morzem Północnym Też mnie wzięło na wspomnienia Przeczytałem liścik od byłej absolwentki i cóż - też mnie wzięło na wspomnienia. Byłem uczniem LO w latach 1970-1974 - zawsze w klasie A tzn. rysunkowej i mimo tego że już minęło sporo lat od tego czasu to jednak pamiętam dokładnie wszystkich profesorów z którymi miałem przyjemność zetknąć w ciągu tego długiego czasu. 2 lata temu odwiedziłem Polskę i z wielkim wzruszeniem odwiedziłem "stare" liceum na zaproszenie pana Pawlickiego. No cóż - lata mijają i wszyscy zmieniliśmy się na lepsze (oczywiście) a niektórych, niestety, nie ma już tym świecie, ale miałem okazje odwiedzić pana prof. Raka - któremu tyle zawdzięczam i prof. Mioduszewskiego, który tak wspaniale nauczył mnie języka angielskiego ze nie miałem żadnych problemów na emigracji. Musze się przyznać i pochwalić, że po maturze zostałem skierowany na studia w Moskwie, a potem nie zagrzałem miejsca w Polsce i od ponad 15 lat mieszkam w Sydney. Zapraszam do odwiedzenia strony internetowej firmy, w której pracuje www.tuckawayengineering.com, a odważniejszych do odwiedzenia Australii - mogę służyć za przewodnika. Ale dość marudzenia - z okazji zbliżających się świat Bożego Narodzenia i Nowego Roku składam wszystkim profesorom i znajomym z LO, a także obecnym i byłym uczniom naszej szkoły najserdeczniejsze życzenia zdrowia i pomyślności, sukcesów i ... tak trzymać. Za oknem spora warstwa białego puchu Za oknem spora warstwa białego puchu, zimno, chodniki tak śliskie, że można sobie łapki powykręcać – no moi drodzy, mamy zimę, nie da się ukryć. Ja osobiście nie przepadam za tą porą roku i w ogóle nie przeszkadzało mi to jak było jeszcze miesiąc temu – temperatura powyżej 0oC, bez pluchy i śniegu. Jeszcze przez jakieś dobre 2 miesiące będziemy musieli się pomęczyć z tą pogodą – a to dopiero luty. No właśnie – luty. Z czym się ludziom kojarzy ten miesiąc? Większość zapytanych przeze mnie osób odpowiedziało, że z ... WALENTYNKAMI. Trzeba przyznać, że to święto wzbudza chyba najwięcej kontrowersji w naszym społeczeństwie. Zwolenników bardzo łatwo jest rozpoznać – zachowują się jak ludzie zupełnie nieprzystosowani do życia. Znaki szczególne – uśmiech nr 5 czyli „obnażający efekty morderczej pracy stomatologów i protetyków” , zanik racjonalnego myślenia, stałe powtarzanie imienia ukochanej osoby, potykanie się o krawężniki oraz maślane oczy. Osobnik bezpieczny dla otoczenia o ile nie jest zmotoryzowany. Przeciwnicy – 14 luty działa na nich jak płachta na byka [o zgrozo czerwona!!] – dlatego lepiej nie kłócić się i grzecznie schodzić im z drogi [chyba, że ktoś lubi się bawić w kamikadze] . Bardzo ważne jest szybkie rozpoznanie takiego przeciwnika, bo od tego zależy nasze zdrowie a niekiedy życie. Znaki szczególne – charakterystyczne spojrzenie „spod byka” [co się kobieto tych byków uczepiłaś [; ?], zero uśmiechu, „walentynki to ściema” pisane gdzie popadnie. Jest też jeszcze jedna grupa – tak zwani tajniacy. Są oni odłamem przeciwników ale będąc inkognito w 9 na 10 przypadków rozpoznanie ich jest niemożliwe. Sprytnie podszywają się za zwolenników, ale w rzeczywistości, gdy nikt nie widzi, podkładają nogę rozchichotanym dziewczynkom przechwalającym się ile to dostały kartek, a z maskotki w kształcie serca, bąd misia, który mówi „I love you”, gdy mu się naciśnie na łapkę, robią laleczkę voodoo. Ten typ jest bardzo niebezpieczny, dlatego tego dni należy zachować wszelkie środki ostrożności w kontaktach międzyludzkich [przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bąd skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą] . Sprawdziłam co o Walentynkach sądzą forumowicze PISZANINa i zdania są również podzielone: „Tak jak DZIECI obchodzą DZIEŃ DZIECKA, jak MATKA DZIEŃ MATKI, a KOBIETY DZIEŃ KOBIET tak i ZAKOCHANI WALENTYNKI !!! Jak dla mnie normalne święto ... tylko każdego z was irytuje fakt, że nie macie kogo kochać, albo sami nie jesteście kochani, albo kochacie bez wzajemności .... stąd brak czułości dla tego święta ....” „Wiecie co mi się nie podoba w tym święcie? Że czuję się jakby wszyscy nagle czuli się zobowiązani go świętować. Drażni mnie cały handel wokół tego. A co komu do tego kiedy mam ochotę mówić "kocham" lub słuchać tych słów?! Dlatego absolutnie nie lubię 14tego lutego. Zwykłam mówić, ze dostać Walentynkową kartkę 14 lutego to nic, ale na przykład w smutny deszczowy 2 padziernika? ... nie mowie tutaj o kartce z kategorii "Kocham Cię" ale o takiej "hard" Walentynkowej kartce, z data 14.02, napisem "Walentynki" itp ...Szerokim lukiem je obchodzę! Za grosz nie mam zrozumienia dla świąt sztucznie wytworzonych na potrzeby sklepów i restauracji.” „Walentynki to wytwór amerykańskiego handlu i nic poza tym. Jako, że Polacy zidiocieli na punkcie wszystkiego co z Ameryki to i pojawiły się u nas rozmaite Walentynki czy Halloween (i też tylko po to, żeby było co sprzedać). Przechodziliśmy już przymusowa rusyfikacje i germanizacje, teraz jakieś durnie wymyślili "dobrowolna" amerykanizacje - a wizy jak były tak i są ...” „Kurde skąd w was pomysł, że WALENTYNKI to chwyt marketingowy ?? WALENTYNKI są po prostu jakimś tam świętem dla zakochanych, tak jak DZIEŃ DZIECKA dla dziecka czy DZIEŃ CHŁOPAKA dla chłopaka .... Ja tam lubię te święto ... nie wiem czemu, ale lubię ... wierzę w to, że tego dnia zdarzają się cuda ....” W zależności od tego czy lubicie Walentynki, czy też nie, życzę Wam byście spędzili ten dzień jak chcecie. Jeżeli macie swoje drugie połówki to pamiętajcie o nich nie tylko 14 lutego, ale cały rok. Jeżeli zaś nie macie nikogo takiego to może właśnie tego dnia znajdziecie? W każdym razie jeżeli jest taka okazja to czemu z niej nie skorzystać i nie wysłać chociaż tej jednej kartki? Nie kosztuje to dużo a może sprawić naprawdę wiele radości, bo świadczy o tym, że ktoś o nas pamięta, a czy nie jest to miłe? Pamiętajmy tylko o jednym: „Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi" Stefan Wyszyński W dniu 24 maja 2005 r. w Szczytnie odbyły się Mistrzostwa Regionu w LA Szkół Ponadgimnazjalnych. W wyniku zajętych miejsc wywalczylimy awans do Mistrzostw województwa warmińsko - mazurskiego, które odbyły się w Olsztynie 31 maja 2005 r. Młodzież reprezentujšca naszš szkołe zajęła następujšce miejsca:
Opiekunowie: mgr Jerzy Karwowski mgr Mariusz Górski |
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| | webmaster |